Marhaba :)
Wczoraj (przy sobocie) zrobiliśmy z Grzesiem "coś szalonego" ;)
Mianowicie urządziliśmy sobie wycieczkę na safari, a cooooo!
Grzesiu już dzień wcześniej dzwonił zarezerwować miejsca
dla pewności czy znajdą się jakieś wolne bo jeśli nie to inaczej
zaplanowalibyśmy dzień, a jednak safari cieszy się tu dość sporym
zainteresowaniem :) Ale ku naszej uciesze udało się :) Kierowca
przyjechał po nas do hotelu lekko spóźniony przez korki, w aucie już
czekało 4 azjatów i jeden arab aczkolwiek turysta (który w campie się
upił i nie chciał z nami wracać, jaka szkoda) ;) Jechaliśmy w kierunku
Omanu około godziny zanim dojechaliśmy do miejsca gdzie przesiadaliśmy
się do aut terenowych przystosowanych specjalnie do tej jazdy
(czyli zabezpieczone auto od wewnątrz i spuszczone powietrze z kół)
naszym został Nissan Patrol - i w sumie tyle wiem o tym aucie ;)


Na zdjęciu powyżej jest miejsce w którym wszyscy przesiadali się do
samochodów, oraz zachód słońca który nam w tym czasie towarzyszył :)



Tutaj pięknie uśmiechnięty pomysłodawca naszej wyprawy :*
GRZEGORZ we własnej osobie! Ten to ma łeb nie od parady ;)


Jestem zdumiona jak on to zrobił?!
Pytacie co? ...
Jak on tak wciągnął ten brzuch do zdjęcia.. tak to nawet ja nie umiem :D:*

Krótka refleksja na temat piasku.
Bardzo.. ale to bardzo miły w dotyku, taki delikatny, czysty i ciepły :D

Przejażdżka była świetna! Co prawda samochód prowadził bosy hindus
jedną ręką ale nie pozostało nam nic innego jak mu zaufać i modlić się
do Allaha aby to nie okazał się być jego pierwszy dzień w pracy ;)
Na filmiku zobaczycie mnie wbijającą paznokcie w fotel, aby się mocniej
trzymać bo uczucie jest takie jakbyś miał za chwilę wyskoczyć przez dach ;)
Ja oczywiście na stresujące sytuację reaguję histerycznym śmiechem
także w aucie tylko mnie było słychać.. czasem tylko Grzesiu się dołączył
na większej górce hehe.. Azjaci natomiast byli totalnie niewzruszeni
( choć według mnie tłumili tę radość w sobie, biedaki.. Grzesiu mówi
że oni są nienauczeni okazywania emocji także ja dla równowagi musiałam
okazać je za nas wszystkich i jak sądze udało się haha ;P )
No cóż.. filmik nie jest mistrzowskiej jakości ale ciężko
zachować równowagę w takiej sytuacji.. haha :D
Podsumowując jazdę - ta zabawa bardzo mi się podoba mimo sporej dawki
adrenaliny, ale nadrobiły to piękne widoki dlatego warto było :)
W oddali nawet mijaliśmy oazy przy których zatrzymały się wielbłądy
gdzie przez cały dzień towarzyszy ich spacerom cisza i spokój pustyni :)

Tutaj modlę się aby w Polsce była taka sama pogoda jak
w Dubaju kiedy będziemy wracać.. Nie tracę nadzieji! :)



Zdjęcie powyżej marnej jakości, wiem. Ale było już ciemno a biedne wielbłądki
cały czas były w ruchu.. nie chciałam ich straszyć zdjęciami z lampą (jak robiła
to większość i to prosto w oczy.. ). Pierwszy raz widziałam wielbłądka z tak
bliska na żywo i muszę przyznać że są większe niż myślałam ale naprawdę śliczne, mają takie duże oczy i dłuuugie rzęsy jak te z kreskówek :D
Kochane są i aż dziwo bierze że potrafią udźwignąć tyle ciężaru na takich
cienkich długich nóżkach. Nie skusiliśmy się z Grzesiem na przejażdżkę
ponieważ preferujemy konie mechaniczne :)

Wchodząc do obozu nie rzucaliśmy się na jedzenie jak pozostali..
musieliśmy najpierw zobaczyć czym to wszystko pachnie ;)
Na środku między niskimi stołami przy których siedziało się na
poduchach stała scena, na której między "podawanymi" daniami
wiła się kluseczka Nadia prezentując nam swój ukryty talent
do belly dance czyli tańca brzucha ( ja go u niej niestety nie
odkryłam haha). A Grzesiu wogóle nie był zainteresowany patrzeniem bo jakoś wzbudziła w nim nie smak wkładając
sobie plastikowy miecz między wałeczki i robią falę dość
pokaźnym tułowiem haha.. ale reszcie się podobało :D
W obozie można było zjeść.. najpierw skusiliśmy się na
przystawkę w postaci grzanki, jakiegoś grochu (chyba to
była ciecierzyca) i farszu warzywnego zawiniętego w ciasto
które mi chyba najbardziej smakowało.. albo po prostu byłam
już głodna :] Później na kolację można było zjeść makaron, ryż,
warzywa, zupy i jakieś ichniejsze przekąski, ale ja z pełnego
talerza zjadłam w końcu tylko grillowaną nogę kurczaka,
Grzesiu podobnie, przed obawą "zemsty faraona" a raczej
w tym wypadku "zemsty Sheika Mohammeda" haha :D
Z "atrakcji" w kampusie mogę wymienić jeszcze tatuaż
zrobiony henną.. jednak perspektywa chodzenia z delfinkiem na nadgarstku przez miesiąc akurat mnie jakoś nie kręci..
No i niestety można było zrobić sobie zdjęcie z równie
biednym jak wielbłądy sokołem który już chyba całkiem
oślepł od fleszy.. A ci co lubią mogli zapalić sziszę ale my
(a raczej ja) rozkoszowałam się wyłącznie jej zapachem :)
Greg nawet zapachu nie znosi ale mi to pachnie owocami i lubię.

Tutaj jak widać spełniłam marzenie Grzesia i ubrałam się
w potocznie mówiąc "burkę".. natomiast Greg przebrałsię za Sheika haha.. oczywiście nie było dla niego rozmiaru
z czego każdy się śmiał patrząc na niego a najgłośniej oczywiście
ja :D Tutaj przycięłam zdjęcia aby zaoszczędzić nam obciachu
choć spostrzegawczy dostrzegą na klacie Grega "ledwo" zapięte
guziki haha.. ja się super czułam w moim stroju i nie widzę
przeszkód żeby tak hasać na co dzień - serio! Nie trzeba się
czesać ani malować.. o depilowaniu nóg nie wspomnę! Cóż
za oszczędność czasu! Eureka! To dlatego te wszystkie
kobiety są takie obrotne.. haha :D


No po prostu wyglądamy uroczo i zacnie.. już wiem co powieszę na ścianę w salonie! Haha..

A tutaj Pan Arab miał ze mnie ubaw bo podjęłam się samodzielnie
ubrać burkę i wszystko miałam na odwrót.. a tak się nakombinowałam
jak to włożyć.. jednak jest to prostsze niż sądziłam i bez wymyślania!
Pozdrawiamy i niebawem wystukam nowy post
ponieważ miałam żyzny weekend jeśli chodzi o zdjęcia ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz