Music

18.11.2012

Creek Dubai


Dzisiejszego posta zacznę od zdjęć zrobionych z samego rana na plaży gdzie z Grzesiem
regularnie się smażymy ( a już na pewno ja ) :) Czasami jak są naprawdę spore fale to jest
tyle śmiechu bo próbujemy przez nie skakać albo "płynąć z falą"..  po takiej zabawie
mam potem cały dzień czerwone oczy od soli i bolący nos, ale i tak jest super!



Proszę bardzo.. smażoneiro na fotelu dla leniwych czyli rozwiązanie idealne dla nas ;)
Czasami praktykuję kiedy czytam książkę a jest taki skwar że trzeba mieć kontakt z wodą,
wtedy fale obijają się o Twoje stopy a z morza leci delikatna bryza na twarz - kocham to!




W drodze do najbliższego marketu (5 minut) mam takie widoczki na piękną Marinę i za każdym
razem odnoszę wrażenie że wygląda inaczej.. raz przykryta delikatną mgłą, raz słońce mocno się
odbija od budynków przez co rzeka pięknie błyszczy i widać przeźroczyste bajkowe tęcze..  <3




Tutaj mamy okazję przekonać się jaki Grzesiu jest zdolny, i jaki drzemie
w nim talent do fotografowania Burj Khalifa ;) 






Plakaty z ofertą sylwestrową, jak widać bilety nie należą do najtańszych ale jestem
pewna że większość już jest sprzedana, tutaj generalnie podobnie jak w Polsce
(się domyślam) w sklepach i na witrynach widać już przygotowania do świąt, stoją 
pięknie przybrane choinki i można nawet kupić bombki z Mahometem :D a przykładowo 
w Starbucksie już od miesiąca podają kawę w kubkach z mikołajem :)




Z Grzesiem jemy obiad w restauracji meksykańskiej kwiląc że nie mają 
naszego Chili con Carne.. także pierwsze co jak wrócimy do Krakowa
to wybierzemy się na Floriańską do The Maxicana ( ale wcześniej na 
pewno zjemy pierogi, bigos, schabowy, ser biały, żurek i ogórkowa ) :D






Skrajności na "lans roudzie" ;)








W drodze do Creek Dubai zatrzymaliśmy się aby zobaczyć jeden z większych meczetów Dubaju.
Meczet Jumeirah (Jumeirah Mosque) jest jedynym dostępnym gdzie turysta może wejść, został
zbudowany w 1900 roku i ma najwyższy w mieście minaret. My akurat wybraliśmy się do Creek
Dubai w piątek, czyli dla nich ten dzień jest jak nasza niedziela, i w tym dniu nie mogliśmy wejść do
środka, co nam nie przeszkadzało bo i tak nie planowaliśmy tam zaglądać ponieważ kobiety
muszą mieć zakryte kolana i ramiona, czyli długa spódnica i bluzka z dłuższym rękawem oraz
obowiązkowo zakryte włosy, a mężczyźni w długich spodniach.. mieliśmy napięty plan dnia
i bylibyśmy podwójnie zmęczeni zwiedzając tak ubrani przez cały dzień. Sam meczet prezentuje
się zacnie, dookoła jest czysto i bardzo spokojnie.. na zdjęciu niżej widać małe szafeczki na
buty, ponieważ do meczetu wchodzi się boso, jasna sprawa :)











Drzwi do domu Szejka Saeed al-Maktouma. Wspomniany obiekt to dawna rezydencja
emira Dubaju, tradycyjnie zbudowana z koralowców (pochodząca z 1896 roku),
w której teraz mieści się muzeum dokumentujące przemianę Dubaju z sennego
miasteczka w światową metropolię, też był zamknięty ze względu na piątek ale
znając nasze szczęście do muzeum wiemy że to nie jest coś co musimy zobaczyć ;)




Biegnę do cienia i przytulić się do "zimnej" ściany..








Miasto składa się z dwóch części.  Deiry leżącej na północy oraz usytuowanym na południu
nowoczesnym Bur. Oddziela je rzeka Khor Dubai (Dubai Creek). W dzielnicy Deira jest
mnóstwo jednogwiazdkowych hoteli  i sławnych targowisk (souq), najbardziej znanym
jest Gold Souq czyli targ złota i platyny oraz Spice Souq - targ przypraw :) Jest to dzielnica
zamieszkała przede wszystkim przez Hindusów i Pakistańczyków, którzy są bardzo.. ale to
bardzo męczący i dosłownie bezczelnie gapią się na człowieka.. chodzą z tymi swoimi
starymi małymi telefonikami  i robią wszystkiemu i wszystkim zdjęcia.. ludzie się z Chińczyków
śmieją ale Hindusi to dopiero muszą mieć wszystko udokumentowane haha, na początku mnie
to strasznie irytowało (i wtedy żałowałam że nie mam na sobie burki) ale za radą Grzesia
zaczęłam to ignorować aż w końcu całkiem przestałam zwracać na nich uwagę i skupiłam
się na podziwianiu pięknych starych łodzi.

Podobno to miejsce wyjątkowo wygląda nocą, wszystkie statki i stateczki są romantycznie
oświetlone.. ale szczerze mówiąc po zmroku to dopiero bałabym się tam przechadzać..
ale podsumowując miejsce jest ciekawe i ma to jakiś klimat, ale ja wolę oglądać piękną
Marinę, patrzeć na czyste morze i rozmawiać cywilizowanymi ludźmi w naszej uroczej
"nowoczesnej" dzielnicy ;) no wybaczcie...


Tutaj widzimy wodne taksówki którymi można przepłynąć na przykład
na drugi brzeg, bilet kosztuje tyle samo co bilet na metro czyli mało :)










Tutaj Pani w burce idzie w naszą stronę.. często nawet im oczu nie widać ;)










Stateczki które widać po drugiej stronie rzeki są bardzo stare.. niektóre mają nawet
ponad 100 lat. Pakowana jest do nich przede wszystkim żywność, jakieś ubrania, 
koce i tym podobne, przeważnie płyną do Afryki, tak czytałam ale szczegółów nie 
znam także nie będę się rozpisywać bo z drugiej strony to niby skąd tutaj tyle Hindusów ;)








Wchodząc po czerwonym dywanie wygłosiłam Odę do Grzegorza :*










Tutaj już siedzimy w małej francuskiej restauracji, szczerze mówiąc zmyliśmy się 
szybciej z Creek Dubai niżeli planowaliśmy, ale niestety to nie są nasze klimaty, 
a w dodatku było tak gorąco że nie szło wytrzymać a ciężko tam kupić wodę
w piątek już nie wspomnę o tym żeby znaleźć odrobinę cienia dla ochłody..

Pocieszyliśmy się przepysznym obiadem, ja zjadłam rewelacyjny, delikatny
krem z grzybów z kurczakiem a Grzesiu łososia w sosie z krewetkami, yaaami!












































Proszę bardzo, wyciąg narciarski w środku centrum handlowego..
SKI Dubai, wygląda to świetnie i widać że ludzie mają ubaw..

Poniżej krótki filmik, jednak nie widać na nim ogromu tego szalonego
miejsca, także więcej info możecie poszukać na wujku google ;)




A po całym dniu - podano do łóżka kolację.. haha
"ryż rozmaitości" i krewetki tempura :)





Niebawem relacja z naszego nocnego wypadu do Global Village :)
Buziaki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz